niedziela, 23 lutego 2014

7♥

Kolejny rozdział dodany! :)
Zauważyłam, że mamy dużo wejść, ale nikt nie komentuje! 
Jeżeli już tu jesteś i czytasz, proszę zostaw coś od siebie w komentarzu, to naprawdę motywuje. :)
CZYTASZ?
TO SKOMENTUJ!
_______________________________________

            Siedziałem załamany w pokoju Kate. Potworny ból głowy dawał się we znaki, ale miałem to gdzieś. Wstałem wkurzony i podszedłem do ściany, walnąłem w nią mocno pięścią, pozbywając się złości. Poczułem przeraźliwy ból w kostkach palców. To może być moją karą. Podszedłem do Kate i spojrzałem się na nią ze smutkiem.     
- Co ze mnie za mężczyzna – szepnąłem – Nie potrafię obronić dziewczyny, a co już dopiero swojej własnej. Sam posłałem cię pod tamtą ciężarówkę, wiesz ? Nieumyślnie, ale ja to zrobiłem – krzyczałem do niej, chcąc by usłyszała wreszcie prawdę, mimo że mówiłem już to do niej sto razy – Vivienne też przeze mnie cierpiała. Gdybym tylko był prawdziwym mężczyzną pewnie bym go…
- Pewnie by cię sukinsyn zabił – przerwał mi Louis, wchodząc do pokoju.
- Mniejsza z tym – mruknąłem i usiadłem z powrotem na krześle.
- Jesteś takim głupkiem, Harry – powiedział Louis, siadając na łóżku Kate i łapiąc ją za rękę – Obwiniasz się za wszystko, co rozegrało się wokół ciebie. A może tak miało być ? A może to wina jakiejś dziewczynki, która przechodziła przez pasy i spowolniła ciężarówkę, co spowodowało, że przyjechała dokładnie o tej godzinie i…
- Pierdolisz Louis – mruknąłem szybko.
- Ale z sensem – odparł.
- Dla mnie już nic nie ma sensu.
- Teraz to ty pierdolisz, Styles – dodał oskarżycielsko Lou.
- To co mam robić ? – warknąłem ostro – Wszystko czego się dotykam, rozpada się w moich dłoniach.
- Sam wiesz, co masz robić – powiedział, niczym filozof.
- Wal się – odparłem wrogo i wyszedłem.
            Miałem dość tego typu rozmów. Wszyscy mnie wkurzali, mówiąc że przesadzam. Ale takie jest życie i nie mogę żyć beztrosko, jak inni. Muszę cierpieć, za to kim jestem… Muszę sprawdzić, co z Vivienne.           
*
            Poczłapałem do pokoju Viv. Dzięki kontaktom i sławie zorganizowaliśmy jej osobny pokój, tak samo zresztą jak Kate.  Zerknąłem przez szybę i zauważyłem, że nie jest sama. Wszedłem do środka, a Liam od razu spojrzał się na mnie.
- Hej – bąknąłem i usiadłem na krześle.
            Liam leżał na łóżku z Vivienne, która przytulała się do niego, śpiąc głęboko. Liam jedną ręką ją obejmował, a drugą trzymał gazetę.
- Jak z nią ? – zagadnąłem. Liam odłożył magazyn i zaczął się we mnie poważnie wpatrywać.
- Nie najgorzej – odpowiedział – Lekarz mówi, że niedługo wróci do zdrowia. Niestety, bardzo to przeżyła – dodał z goryczą – i prawdopodobnie odbije się to na niej.
            Pokiwałem ze zrozumieniem głową. Zastanawiałem się, co powinienem mu powiedzieć. Przeprosić ? Błagać o wybaczenie ? O karę ?
- Przepraszam – wymamrotałem zrozpaczony – Powinienem ją uratować.
            Liam spojrzał się na mnie zdziwiony.
- Czemu mnie przepraszasz ?
- Bo ją kochasz, prawda ? – zapytałem głupio.
            Liam wpatrywał się we mnie zdezorientowany, po czym uśmiechnął się smutno.
- Aż tak widać ? – zapytał.
- No jasne – odpowiedziałem – Już wcześniej to zauważyłem. Też bym się tak martwił, gdyby chodziło o Kate.
- Więc cieszysz się, że już nie lecę na Kate ? – zagadnął.
- Oczywiście – odpowiedziałem z uśmiechem.
- Dziękuję- odparł Liam, a ja spojrzałem się na niego zaskoczony.
- Za co ?
- Próbowałeś uratować Viv, przynajmniej starałeś się – odpowiedział, po czym dodał ze złością – A ja głupi wkurzałem się na nią, że spała z tobą i specjalnie opóźniałem powrót do domu, by na razie się z nią nie widzieć. To wszystko przeze mnie.
- To nie tak, jak myś… - powiedziałem szybko.
- Wiem, wiem – przerwał mi, machając ręką. Spojrzał się czule na Vivienne – Teraz postaram się przynajmniej, by zapomniała o tym wszystkim. Niestety, ta rana będzie jej ciągle przypominać…
            Rana ? Jaka rana ? Spojrzałem się na jej twarz i zauważyłem podłużny plaster, przyklejony na jej policzku. Zostanie znamię. Liam spojrzał się na mnie smutno.
- Do końca nie wiedziałem, co czuję – mruknął – Nadal kocham Kate, ale jak przyjaciółkę. Wczoraj, kiedy odnalazłem Viv zapłakaną, zakrwawioną w łazience – zamknął oczy i odetchnął głęboko, chcąc odpędzić od siebie tamten widok – Zdałem sobie sprawę, że nie mógłbym bez niej żyć. Bezinteresownie podbijała moje serce każdego dnia. A teraz to i tak nie ma znaczenia.
- Czemu ? – odparłem nagle pobudzony. Czyżby jednak z niej zrezygnował ? Liam zaśmiał się gorzko.
- Viv jest za Team’em Late czy tam Kiam, uwierzysz ?
            Wpatrywałem się w niego tępo, po czym wybuchłem śmiechem.
- Z czego rżysz ? – warknął Liam – To poważne tematy.
- Late – znów się zaśmiałem – To było dobre.
- Przynajmniej lepsze od Hate – wygarnął mi.
            Od razu spoważniałem i wycelowałem w niego palcem.
- Przegiąłeś – powiedziałem, po czym znów się roześmiałem.
            Zauważyłem, że Liam się uśmiechnął. Znów poczułem tą prawdziwą zespołowo – przyjacielską więź między nami. Wcześniej dało się wyczuć napięcie. Chyba coś z tego wyjdzie.
            Do sali weszła pielęgniarka, kiedy mnie zauważyła od razu zbeształa, że wstałem z łóżka. Kazała mi wrócić, ale nie mogłem, bo właśnie do pokoju weszli rodzice Kate.
*
            Vivienne się obudziła, a Liam szybko wstał i odsunął się od łóżka. Rodzice Kate nawet go nie zauważyli, tylko migiem podlecieli do zaspanej Viv, która jeszcze nie zrozumiała o co chodzi.
- Co wy tu robicie ? – zapytała.
- No wiesz co ! – oburzyła się mama Kate – Musieli powiadomić kogoś z rodziny – Wskazała szybko dłonią mnie i Liama, po czym kontynuowała – Któryś z chłopców podał nasz numer.
- To ja ! – zawołał Louis, wchodząc do środka.
            Vivienne cała czerwona na twarzy, patrzyła się na wszystkich.
- Ale…
- Wysłałem wiadomość twojemu ojcu – dodał szybko tata Kate – Mam nadzieję, że odczyta.
- Mojemu ojcu ?! – zapytała przestraszona.
- Tak to…
- Co z Kate ? – zapytała nagle.
- Bez zmian – burknąłem.
- Więc nie wrócę do domu – odpowiedziała szybko.
-Ale nikt ci nie karze teraz wracać, skarbie – odezwała się mama Kate – Zamieszkasz na razie z nami, a potem…
- Ale…
- Nie martw się. Zaopiekujemy się tobą.
- Ale ja nie chcę – odparła, niczym małe dziecko.
            Zauważyłem, że ta rozmowa bardzo ją wymęczyła. Wpatrywała się we wszystkich półprzytomnym wzrokiem.
- Zostawcie mnie samą – mruknęła.
- Vivienne – zaprotestował ojciec Kate.
- Jestem zmęczona – bez dalszych sprzeczek wszyscy wyszli. Viv odetchnęła z ulgą, po czym położyła się z powrotem i zamknęła oczy – Wy tez wyjdźcie – dodała – Wszyscy.
            Spełniliśmy jej prośbę, choć Liam się ociągał. Przed wyjściem wydawało mi się, że zauważyłem na jej policzku pojedynczą łzę.
*
Viv
            Rozpłakałam się. Nie chciałam zamieszkać z wujostwem, a przyjazd taty pozostaje tylko kwestią czasu.  Zabierze mnie stąd, to było pewne.  Nie chcę wyjeżdżać, dopóki Kate się nie obudzi. Poza tym spodobało mi się tu.  Wreszcie nie czułam się samotna. Miałam tu przyjaciół. W domu ojciec nigdy nie miał dla mnie czasu, byłam dla niego tylko zwykłą dziewczyną, którą może zajmować się służba. Nikt z moich rówieśników się ze mną nie przyjaźnił, może to ze względu na mój charakter. Nikogo tam nie miałam.
            Położyłam się na plecach i wpatrywałam w sufit. Niedługo to wszystko się skończy. Będę musiała siedzieć z ciocią i popijać herbatkę, a potem przyjedzie mój paskudny ojciec i zabierze mnie stąd do jakiegoś wielkiego, pustego domu, bym bawiła się w chowanego, sama ze sobą.
            Wzięłam głęboki wdech. Muszę coś wymyślić. Nie chcę spędzić ostatnich tu chwil w szpitalu, albo w domu wujostwa.  Kate pomóż mi…
            Nagle wpadłam na wyśmienity pomysł. Wprawdzie miałam na sobie piżamę, długie spodnie i bluzkę, ale nie przejmowałam się tym. Szybko zarzuciłam na siebie czyjąś kurtkę, która leżała na krześle. Otworzyłam okno i spojrzałam się, chcąc ocenić odległość od ziemi. Znajdowałam się na  1 piętrze, nie było za wysoko. To może być moja nadzieja.
         Skoczyłam. Poczułam ból w kostce, ale nie zważałam na to tylko popędziłam czym prędzej na bosaka przed siebie.

2 komentarze:

  1. Jak nikt, jak ja!
    Ja -twoja najwierniejsza i najlepsza czytelniczka komentuje! XD
    ach...ta skromność XD
    "Skoczyłam. Poczułam ból w kostce, ale nie zważałam na to tylko popędziłam czym prędzej na bosaka przed siebie."
    Kurde...
    Co dalej?!?!
    Nie mogę sie doczekać!
    Rozdział bardzo ciekawy!
    Więcej takich!
    Rewelacja!
    :*

    OdpowiedzUsuń